niedziela, 13 maja 2012

Lavender.

Nie mogę w to uwierzyć! James i Victoria?! Ta wredna małpa ze Slytherin'u?! To chyba zemsta, za Hogsmeade... Ale przecież byliśmy umówieni na bal! I miałam taką śliczną suknię... Myśli kłębiły mi się po głowie. Siedziałam nad jeziorem, gdy przyleciał do mnie duch Szarej Damy. Była to moja najlepsza przyjaciółka zaraz za Luną.
- Witaj, Lavender - powiedziała do mnie swoim rozmarzonym głosem - co ty tutaj robisz, o tak późnej porze?
- Ach... wiesz, r-rozmyślam s-sobie... - powiedziałam z lekką trudnością, po policzkach spływały mi łzy.
- Wiesz, ja zamiast myśleć, wolę pomarzyć...- powiedziała nadal rozmarzonym głosem i spojrzała się w niebo - zawsze, przed śmiercią, marzyłam o tym, że będę najpiękniejszą dziewczyną w szkole... Będę miała mnóstwo przyjaciółek ... Ale teraz nie żałuję. Cieszę się, że nawet po śmierci mam bliską osobę - ciebie. - mówiąc to nadal patrzyła się w niebo, ale uśmiechnęła się.
- Wiesz, dziękuję ci, jesteś bardzo miła... Na ciebie zawsze mogę liczyć! - powiedziałam. Chciałam być miła, lecz nie bardzo mi to wychodziło, w końcu byłam załamana.
- Taak... - powiedziała i bez słowa odleciała.
Pomyślałam sobie, że nie będę to siedzieć, było mi zimno, a myśleć, to ja wolę w łóżku. Po cichu wróciłam na górę, przez kręte schody, tym razem korytarzem na czwartym, a nie na siódmym piętrze, potem do naszej wieży. Wszyscy już spali. Dobrze, bo nie chciałam, aby ktoś zobaczył mnie w takim stanie. Pobiegłam na górę do dormitorium i od razu położyłam się do łóżka. Po kilku sekundach śniłam już o lekcjach transmutacji - to mój ulubiony przedmiot!
              Rano zbudziła mnie Bonnie.
- Hej, Lavender ! - szepnęła. - no, już, obudź się!
- C-coooo... - odpowiedziałam zaspana. - Czego chce-eeeeeeeesz ? - ziewnęłam.
- Gdzie ty byłaś?! Idziesz dziś na bal?
- Oj, tylko po to mnie budzisz? Daj mi spokój, nie chcę o tym gadać!
- Okej, ale obudź się, bo spóźnisz się na śniadanie! - powiedziała Bonnie.
- Nooo...

                                                                                 **

         Cały dzień spędziłam na czytaniu książki o quidditch'u. Tak, nie wiecie tego, ale to mój ulubiony sport. Zaraz po nim lubię piłkę nożną, ale czarodzieje nie wiedzą, co to jest, więc nie wspominam o tym. Nie jestem w drużynie, ponieważ mam za dużo pracy w szkole, nie miałabym czasu, ale w przyszłym roku pójdę na eliminacje do drużyny. Bardzo chciałabym być szukającą. Zawsze podczas meczów z Gryffindor'em, przyglądam się szukającemu gryfonowi. Poza tym, że jest bardzo dobry, to jest też bardzo przystojny. Znają go chyba wszyscy czarodzieje. Nazywa się Harry Potter. Niedawno chodził z koleżanką z mojego domu, Cho Chang, ale pokłócili się.
          Wieczorem, gdy wszyscy szli już do Wielkiej Sali, ja leżałam na kanapie przy kominku, i w sumie to nic nie robiłam. Patrzyłam się tylko bezmyślnie w ścianę, a raczej sufit. Nagle z dormitorium wybiegła Bonnie.
- Lavender, powiesz mi w końcu czy idziesz na ten bal? - powiedziała poważnym tonem.
- Tak idę, ciekawe tylko z kim?! Może zaproszę zaraz jakiegoś pierwszoroczniaka?! Na pewno się zgodzi! - odpowiedziałam złośliwie. Denerwuje mnie takie zachowanie. Wie, że chłopak, za którym szalałam wystawił mnie, i jeszcze się pyta!
- Jej, tylko pytam... - odpowiedziała nieco urażonym tonem. - Ale wiesz, jakbyś chciała iść... mam dla ciebie partnera... kocha się w tobie od czwartej klasy!
- Co?... Jak ma na imię?
- Ach, tak zapomniałam... Peter.
- Zastanowię się.
Bonnie wyszła przez dziurę w ścianie. Leżałam tak z pół godziny, rozmyślając czy iść na bal, czy może nie. W końcu co mi szkodzi iść? Szkoda żeby taka piękna sukienka się zmarnowała. Nagle wszedł Peter.
- Hej, więc idziemy? - zapytał. Patrzył na mnie tak... wręcz strasznie. Dziwne, jakoś niegdy nie zauważyłam, żeby się mną interesował...
- Tak... Jasne, zaczekaj tu, idę się przebrać.
Wróciłam po pięciu minutach elegancko ubrana, w przepiękną czerwoną sukienkę z haftami. Wzięłam Petera pod rękę i wyszliśmy przez dziurę w ścianie, potem korytarzem na ruchome schody. Przy sali wejściowej profesor McGonagall sprawdzała listę obecności. Usiadłam przy stoliku z Bonnie, która była ze swoim partnerem.
          Wielka Sala wyglądała przepięknie...

2 komentarze: