Nareszcie! Wydostałam się z tej okropnej szkoły! nie było tam dla mnie miejsca. Nigdy już tam nie wrócę! Teraz czuję się naprawdę wolna. Wolna od wszystkich, wolna od wszystkiego. Nie potrzebuję ani rodziny ani przyjaciół. Wystarczy, że mam siebie samą. Od dzisiaj robię co chcę. Zleciałam na ziemię. Zeszłam z miotły. Zatrzymałam się na chwilę w Hogsmeade. Weszłam do jednego z barów, i zjadłam coś na szybko. Nagle zauważyłam że do baru wszedł jeden z nauczycieli z Hogwartu. O nie! trzeba uciekać! Wybiegłam szybko tylnymi drzwiami i uciekłam do pobliskiego lasu. Biegłam szybko przed siebie i nie oglądałam się za siebie. Zatrzymałam się na chwilę by odpocząć i oparłam się o drzewo. Usłyszałam czyjeś głosy. Schowałam się za drzewem i patrzyłam ukradkiem na osoby które prowadziły rozmowę. Byli tam jacyś dziwni ludzie. Jeden był łysy i miał dziwny nos.. właściwie to on chyba nie miał nosa. Był jakiś taki.. wychudzony. Wyglądał przerażająco. Znajdowali się tam też inni ludzie w czarnych szatach. Z ich rozmowy wynikało że nazywają się śmierciożercami i ten najstraszniejszy zwał się Voldemort. Nawet jego imię brzmi strasznie. Uciekłam z tego miejsca i pobiegłam dalej. Szłam jakąś doliną i z daleka zauważyłam rzeczkę. Chciałam zrobić sobie tam kolejny przystanek. Ale.. znów się zatrzymałam, ponieważ zauważyłam pewnego chłopaka. Był bardzo przystojny. Bez wahania podeszłam do niego.
- Cześć. Zgubiłam się tu i szukam drogi. Możesz mi powiedzieć jak dostać się do świata mugoli? Bo w sumie.. to nie wiem gdzie jestem. Czy mogę liczyć na jakąś pomoc? - Popatrzyłam na niego. On był odwrócony do mnie plecami i siedział nad rzeczką.
- Nie.. nie obchodzą mnie żadni mugole - warknął. Wstał i odwrócił się do mnie twarzą. Spojrzał mi głęboko w oczy.Oniemiałam, nie przepadałam nigdy za blondynami, a tym bardziej za niebieskimi oczami.. ale on... on był zupełnie inny od tych wszystkich chłopaków. Miał to coś w sobie, czego szukałam u każdego chłopaka.
- Ee.. to znaczy.. - powiedział, jąkając się.
- Chętnie ci pomogę, ale nie w tej chwili. A tak w ogóle, nazywam się George miło mi. - Uśmiechnął się do mnie. Zdziwiłam się, że tak szybko zmienił zdanie.
- A więc witaj George. Moje imię to Bonnie. Mi również miło. - Posłałam mu miły uśmiech.
- Mam wrażenie, że już cię gdzieś widziałam - dodałam.
- Bardzo możliwe.. bo.. uczyłem się kiedyś w Hogwarcie. Czy ty może też tam sie nie uczyłaś? Bo ja również cię skądś kojarzę. Osłupiałam. On uczył się w Hogwarcie?! Ah, tak! to on! przystojniak ze Slytherinu. Już pamiętam..
- Taak, właśnie rzuciłam tą szkołę. A ciebie oczywiście pamiętam, ale znamy się tylko z widzenia.
- I bardzo dobrze postąpiłaś. Ta szkoła jest pełna szlam i tych wszystkich mugoli, jak oni śmią nazywać się w ogóle czarodziejami?!
Ucieszyłam się, że wreszcie jest osoba która myśli podobnie jak ja.
- A wiesz.. może chciałabyś wstąpić do.. śmierciożerców? Voldemort.. znaczy.. mój pan Voldemort potrzebuję ludzi i skoro już nie jesteś w tej szkole to może przyłączysz się do nas?
Oczy mi się zaświeciły. Wreszcie gdzieś, gdzie mnie chcą. Gdzie będę szanowana. Przynajmniej tak mi sie wydaje.
- Tak! zgadzam się, przyłączę się do was.
George i ja poszliśmy do kryjówki Voldemorta, znaczy jego pana. Przedstawiłam się a on z chęcią mnie przyjął! Zdziwiłam się. W ogóle nie miałam pojęcia co oni robią.. ci śmierciożercy. Jedzą śmierć?!?! w sumie nie rozumiem.. ja ogólnie wielu rzeczy nie rozumiem, ale tego.. to już najbardziej. A więc od teraz do tego owego Voldemorta zwracałam się "panie". Trochę dziwnie ale niech będzie. A Hogwart.. zostawiłam w spokoju.. pewnie im tam lepiej beze mnie. Zapewne nawet mnie nikt nie szuka.. a ten nauczyciel w barze? to pewnie tylko przypadek.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz