niedziela, 13 maja 2012

Lavender.

Leżałam w skrzydle szpitalnym całą noc. Rano wyszłam i pobiegłam prosto do swojej wieży. Cały bal mnie ominął! A wszystko przez tą przeklętą dziewuchę Angelinę! Muszę się zemścić, nie ma innego wyjścia! W pokoju wspólnym zastałam Bonnie leżącą na kanapie w sukni, z rozwaloną fryzurą i rozmazanym makijażu. Nie mogłam powstrzymać się od śmichu więc wybuchłam, aż się obudziła.
- Lavender! Nic ci nie jest?! - podeszła i przytuliła mnie. Byłam zaskoczona. Bonnie, do niedawna mój wróg, teraz o mnie się martwi?
- Nie nic, przecież to tylko drętwota, nic groźnego! - powiedziałam i uśmiechnęłam się.
- Ach, no tak... wiesz, zapomniałam - powiedziała to siląc się na mądrą, ale skłamała.
- Chodźmy na śniadanie, jestem strasznie głodna, a przy okazji opowiesz mi co było na balu!
Przez całą drogę opowiedziała mi jak to niektóre dziewczyny brzydko się ubrały, jak każdy chłopiec prosił ją do tańca i jak Jeremy ją pocałował.
- Więc... to twój chłopak? - wyszczerzyłam zęby.
- No tak, co w tym śmiesznego... Nigdy nie miałaś chłopaka, więc zazdrościsz.
Udałam, że nie słyszę tego co powiedziała, więc wzięłam Proroka Codziennego. Nie uwierzyłam w to, co było tam napisane!

MASOWA UCIECZKA Z AZKABANU
MINISTERSTWO OBAWIA SIĘ, ŻE BLACK 
JEST "SKRZYNKĄ KONTAKTOWĄ" 
DLA BYŁYCH ŚMIERCIOŻERCÓW


Wyczytałam, że uciekło dziesięciu śmierciożerców! W tym ta psychopatka Bellatriks Lestrange! Widziałam, że przy stole gryfonów artykuł ten czytał też Harry ze swoimi przyjaciółmi. Gdy zjadłam śniadanie, odeszłam od stołu i gdy przechodziłam obok gryfonów zatrzymałam się obok trójki przyjaciół.
- Nie martw się, jesteś tu bezpieczny. I nie wierzę, że to wina Black'a - uśmiechnęłam się i poklepałam Harry'ego po ramieniu.
- Eee... tak, dzięki. - powiedział nieśmiało.
            A co z Peterem? W końcu to fajny gość, pójdę do niego, pomyślałam sobie. Zastałam go na dziedzińcu.
- Ee... cześć Peter. Przepraszam za wczoraj, ale zostałam trafiona Drętwotą, położyłam się w skrzydle szpitalnym. Ale może jakoś ci to wynagrodzę? Spotkamy się w sobotę?
- Co? Upadłaś na głowę chyba... pff, nie umawiam się z młodszymi! - i odszedł. Ale ja się wtedy poczułam... Jeszcze na dodatek zauważyłam James'a obściskującego się z tą ropuchą Victorią! Chciałam być sama. Pobiegłam na Wieżę Astronomiczną. Uwielbiam tam siedzieć. Stąd jest takie przepiękny widok na Hogwart... I te góry! No, i rzeka! Mogłabym tu zostać na zawsze! Nie chcę rozstawać się z Hogwartem, to mój dom... Ale za daleko myślami odeszłam. W końcu jeszcze dwa lata nauki! A tak w ogóle, to przez Bonnie zawróciłam sobie w głowie tylko tymi chłopcami! Jedynie Harry wydaje się miły... i taki nieśmiały. 
        Była już późna noc, więc postanowiłam wrócić do wieży. Ten dzień był okropny! Ciekawe, czy jutro wydarzy się coś równie upokarzającego jak dziś...

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz