wtorek, 15 maja 2012

Bonnie.

A no więc Lavender ma nowy obiekt westchnień. Harry Potter? ale sobie wybrała.. myśli, że taki chłopak jak on w ogóle zwróci na nią uwagę? chyba się pomyliła. Weszłam do swojego pokoju. Przebrałam się w moją ukochaną sukienkę bo miałam już dosyć ciągłego noszenia tych szat. Postanowiłam, że pójdę do Hogsmeade. Spacerowałam sobie, poszłam do lasu. Nagle zauważyłam dwie kobiety. Były ubrane w takie same szaty jakie noszą śmierciożercy. Po twarzy zauważyłam, że to była Bellatrix Lestrange! spojrzałam na drugą kobietę. Okazało się że to Narcyza Malfoy. Schowałam się za drzewem i próbowałam podsłuchać co mówiły.
- Siostro.. - odezwała się Narcyza do Bellatrix.
To były siostry? nawet nie miałam o tym pojęcia, nigdy bym się nie domyśliła. Reszty rozmowy niestety nie byłam w stanie usłyszeć, ponieważ szeptały. Wpatrywałam się w dwie śmierciożerczynie. Nagle Bellatrix dostrzegła mnie! o nie! Zaczęłam uciekać, lecz ona trafiła mnie zaklęciem "cruciatus". No to po mnie. Tak strasznie mnie bolało! wrzeszczałam z bólu. Po chwili przestała. Poczułam ogromną ulgę, ale zastanawiałam się czemu przestała? Narcyza i Bellatrix odwróciły się na chwilę, a ja szybko uciekłam. Wróciłam do Hogwartu. Nie powiedziałam nikomu co się stało.. Poszłam do swojego pokoju. Dziś była sobota, więc każdy mógł chodzić i robić co chce lecz nie dosłownie. Lavender nie było w pokoju. Ja rozmyślałam dlaczego Bellatrix przestała mnie torturować.. ale to w sumie bardzo bardzo bardzo dobrze! bo ten ból.. jest nie do opisania. Położyłam się na swoim łóżku. Wszystko mnie nadal bolało, musiałam odpocząć. Zasnęłam. Spałam jakąś godzinę. To wszystko wydawało mi się jakby to był sen.. ale nadal czułam ból, więc to jednak nie był sen. Zeszłam na dół, spotkałam Jeremy'ego.
- O, cześć! dawno nie rozmawialiśmy. - uśmiechnęłam się do niego.
- Bonnie! taak, racja. Wybacz, wiesz, że gram w Quidditch'a i jakoś nie mam czasu : ciągłe treningi, mecze itd.
- Tak, tak rozumiem.. A teraz gdzie idziesz?
- No właśnie.. na trening.
- Eh.. to szkoda. - zasmuciłam się.
- Ej, nie martw się. Możemy spotkać się po moim treningu. Odpowiada ci 16:35?
- Jasne. To do zobaczenia. - uśmiechnęłam się do niego na pożegnanie.
Odszedł. Tak długo z nim nie rozmawiałam! a on woli trening ode mnie..No trudno, spróbuję się z tym pogodzić. Wróciłam do pokoju. Strasznie się nudziłam.. Próbowałam nawet przeczytać książkę. Ale nie mogłam! to takie nudne. Rozmyślałam nad tym co mam robić. Jeremy ma trening, Lavender nie ma.. szkoda, że Rita nie jest już uczennicą Hogwartu.. ona zawsze by znalazła dla mnie czas. Postanowiłam, że znów się gdzieś przejdę. Wyszłam z pokoju i szłam zamyślona. Nagle wpadłam na jakiegoś chłopaka.
- Ej uważaj jak idziesz!! - wrzasnęłam na niego tak głośno jak tylko umiałam.
Popatrzyłam na niego. Pomyślałam sobie "Ale przystojniak!".
- To znaczy.. sorki.. - wybełkotałam coś.
- Ta, jasne spoko.. nic ci nie jest? - spytał z obojętnością w głosie. Spojrzał na mnie i widać było, że zrobiło mu się głupio. Może nie potrzebnie tak na niego nawrzeszczałam?
- Nic..
- To dobrze.. Jestem Draco..
- Ja Bonnie. Wybacz, ale muszę już iść.
Bez namysłu znów poszłam do Hogsmeade. Nie wiem po co tam wróciłam.. chyba z nudów. Trochę się bałam, ale jestem przekonana, że Bellatriks Lestrange już nie ma, tak samo jak jej siostry Narcyzy Malfoy. Miałam wielką ochotę znów iść do lasu. Miałam lekkiego cykora, ale tam jest tyle ciekawych osób! I oczywiście rozmów. Uwielbiam podsłuchiwać, raz podsłuchałam rozmowę Aury i Angeliny, mówiły jak to się im podoba Fred Weasley.. a przecież w szkole udają, że go tak nienawidzą? czyli to tak zwane "końskie zaloty".. Myślałam sobie nad różnymi rzeczami.. na przykład : co robi teraz Lavender, gdzie jest Padma, jak Jeremy'emu poszedł trening, o co pytała Rita Potter'a podczas wywiadu, czemu Percy ze mną nie gada, dlaczego moja przyrodnia siostra zadaję się z Szarą Damą i dlaczego Luna Lovegood jest taka dziwna? tyle tu pytań i chyba na żadne pytanie nie znam odpowiedzi. Weszłam do lasu. Nie widziałam nikogo, ani nie słyszałam żadnych rozmów. Całe szczęście! odetchnęłam z ulgą. Mam nadzieję, że nie spotkam tu żadnego śmierciożercy. Szłam, szłam i szłam. Patrzyłam raz na niebo a raz na drzewa. Myślałam, że już się tu nic ciekawego nie wydarzy, ale.. byłam w błędzie. Nagle poczułam, jak ktoś przystawia mi różdżkę do pleców. Zrobiło mi się gorąco. Odwróciłam się i.. na moje nieszczęście to była Bellatrix Lestrange a za nią Narcyza oraz kilka śmierciożerców. Wśród nich dostrzegłam.. Georga.
- George..- powiedziałam po cichu.
On tylko spojrzał na mnie, znienawidzonym wzrokiem.
- O, to wy się znacie? - Powiedziała ucieszona Bellatrix.
Nie wiem z czego się cieszyła. Według mnie ona jest jakaś chora psychicznie, powinna się leczyć.
Ale bałam się w tej chwili, że znów oberwę zaklęciem "Cruciatus", albo panna Lestrange znów użyje na mnie jakiegoś zaklęcia niewybaczalnego. I się nie myliłam. Odsunęła się o jeden krok ode mnie, wycelowała we mnie różdżką, ja zamknęłam oczy.
- Cruc..- już chciała wypowiedzieć zaklęcie, ale tego nie zrobiła.
Dlaczego?! co się stało?!
Otworzyłam szybko oczy. Zobaczyłam, że.. Voldemort zabrał różdżkę Bellatrix. Ogromnie się przestraszyłam! Czarny Pan stał przede mną. Ale.. dlaczego zabrał jej różdżkę?
- Przestań Bellatrix. Oszczędź dziewczynie cierpień. W końcu należała kiedyś do nas.
Lestrange nic nie powiedziała. Nie wiedziała, że kiedyś należałam do niego. Byłam tam bardzo krótko i nie miałam okazji poznać ani Bellatrix ani Narcyzy.
- Zabijmy ją od razu, po co ma cierpieć. - Odezwał się Voldemort, mówiąc do śmierciożerców.
Oni okrążyli mnie. Nie miałam ucieczki! Każdy wyciągną różdżkę w moją stronę.. nawet George! Patrzyłam mu prosto w oczy, a on jakby się śmiał, że zaraz mam umrzeć! to był jakiś koszmar! Co teraz będzie?! zginę?! Nie! nie chce tak ginąć! nie z ręki Voldemorta!
Zamknęłam szybko oczy. Byłam przygotowana na śmierć. W myślach przepraszałam wszystkich za zło które uczyniłam.
Voldemort wyciągnął różdżkę w moją stronę.
- Avada Keda...
 

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz