Wszyscy byli już na sali balowej. Niektórzy tańczyli inni siedzieli.. Ja stałam obok największego przystojniaka Jeremy'ego. Widziałam, że wszyscy patrzyli na nas z zazdrością. Jedna dziewczyna z Hufflepuff'u ciągle nas obserwowała.Poznałam, że to Angelina. Nigdy z nią nie rozmawiałam, więc nie wiem o co jej chodziło. Próbowałam nie zwracać na nią uwagi, ale ona nie spuszczała z nas wzroku. Działa mi na nerwy.Spojrzałam na nią, a ona na mnie i po chwili poszła w inną stronę.
- Jeremy? - zwróciłam się w jego stronę.
- Co jest, Bonnie?
- A wiesz.. pójdę na chwilę się czegoś napić. Zaraz przyjdę. Ty też chcesz coś do picia?
- Jasne, nie ma sprawy. Nie, dzięki. Tylko wracaj szybko. - uśmiechnął się do mnie.
- Nie martw się, nie długo będę.
Tak naprawdę postanowiłam, że pójdę za Angeliną. Dogoniłam ją a ona wyciągnęła różdżkę w moją stronę. Wiedziała, że za nią pójdę! to była pułapka.
- Stawaj do pojedynku! - krzyknęła w moją stronę.
- Co?! oszalałaś! o co ci chodzi?!
Po chwili chciała rzucić we mnie zaklęciem Immobilus, lecz ja szybko go uniknęłam. Najwyraźniej chciała mnie spowolnić bo z tego co pamiętam to zaklęcie unieruchamia ofiarę spowalniając ją. Wyjęłam różdżkę i rzuciłam zaklęcie Drętwota. Nie zauważyłam, że w połowę naszego "pojedynku" wcięła się Lavender i oberwała moim zaklęciem.
- O nie! Lavender!! - krzyknęłam gdy zobaczyłam jak Lavender upada na ziemię. Wyjęłam szybko książkę z zaklęciami którą zawsze przy sobie miałam i przeczytałam, że drętwota powoduje oszołomienie, czasem utratę przytomności i oczywiście silną drętwotę. Ukucnęłam przy niej. Najwyraźniej zemdlała. Popatrzyłam na Angelinę ze złością a ona przestraszona uciekła. Zauważyłam , że w moją stronę biegnie Jeremy.
- Bonnie! co się stało?! Matt i Kristian powiedzieli mi, że pojedynkujesz się z Angeliną. I co się stało Lavender?! - popatrzył na moją przyrodnią siostrę ze strachem.
- Eh.. nie ważne! A Lavender chyba nic poważnego nie dolega. Musisz mi pomóc zanieść ją do skrzydła szpitalnego!
Bez słowa Jeremy pomógł mi zanieść Lavender. Położyliśmy moją siostrę na łóżku. Zawołałam panią Pomfrey.
- Zajmę się nią. A wy.. idźcie się dalej bawić. Ale jeśli przyniesiecie mi jeszcze jedną ranną to poskarżę się dyrektorce!
- Dobrze, rozumiem pani Pomfrey. - spuściłam głowę w dół.
- Chodźmy Bonnie. - odparł Jeremy.
- Zaraz do ciebie dołączę.
- Dobra. Czekam na sali. - wyszedł ze skrzydła szpitalnego i poszedł na salę balową.
Pani Pomfrey zapewne poszła po jakieś antidotum dla Lavender. Ale nigdy by się nic takiego nie wydarzyło.. eh.. to przeze mnie. To moja wina. Nie mogę teraz jej tak po prostu tu zostawić i iść na bal. Usiadłam przy niej. Ale przecież to nie była tylko moja wina! ta Angelina nie dojść że mnie zaatakowała, to jeszcze tak po prostu bez słowa uciekła! szczyt chamstwa.. ale ja tu zostanę.. zostanę tu przy Lavender dopóki się nie obudzi.. mam nadzieję że prędko wyjdzie z tego odrętwienia. Muszę za wszystko przeprosić Jeremy'ego. Siedziałam przy mojej przyrodniej siostrze i czekałam aż się obudzi. Znienacka przyszła pani Pomfrey.
- A ty panno McQueen! dlaczego jeszcze tu jesteś?! Powinnaś się teraz bawić!
- Tak, ale.. to moja wina. To moja wina, że Lavender się tu znalazła.
- Co się właściwie stało? - zapytała zaciekawiona pani Pomfrey.
- Ja.. eh.. ja nie chcę o tym rozmawiać. To była taka dziwna sytuacja..
- Dobrze, więc zmiataj mi już na salę balową! im mniej czarodziejów w skrzydle szpitalnym, tym lepiej. Wy zawsze mi sprawiacie jakieś problemy.
- Przepraszam.. to ja już chyba pójdę. Gdy ona się obudzi, proszę jej powiedzieć, że tu byłam.
- Dobrze, przekażę. A teraz już idź.
Wstałam i poszłam na salę balową. Jeremy tańczył samotnie. Było mi głupio, że musiał na mnie tyle czekać. Prawie wcale nie tańczyliśmy a to wszystko moja wina. Podeszłam do niego.
- Jeremy.. przepraszam. Przepraszam cię, że musiałeś na mnie tyle czekać. W ogóle nie mieliśmy czasu aby potańczyć.
- Spokojnie, nie przejmuj się - Uśmiechnął się.
Po chwili zaczęliśmy tańczyć. Muzyka była wolna, więc nasz taniec też był wolny. On objął mnie w pasie. Tańczyliśmy jeszcze tak przez pare minut i nagle.. on mnie pocałował.. TAK! zawsze o tym marzyłam! nareszcie! Strasznie się ucieszyłam, to było takie miłe uczucie. Oczywiście odwzajemniłam pocałunek. On uśmiechnął się do mnie, a ja do niego. Tańczyliśmy dalej. Rozmyślałam czy Lavender już wstała.. ciekawe jak się czuje?
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz