sobota, 12 maja 2012

Bonnie.

Co?!?! jak to możliwe!! Przecież.. no ale.. nie wierzę! Lavender odbiła mi chłopaka! najprzystojniejszego na świecie, tylko on był mnie wart! nie mogłam już wytrzymać.. musiałam sie rozpłakać.. a łatwo zauważyć, że jestem osobą wrażliwą.Ona zrobiła to specjalnie. To wszystko przez nią! Gdyby jej tu nie było nic by takiego sie nie stało. Eh, no cóż. Ruszyłam przed siebie i nie miałam zamiaru wracać ani do śmierciożerców ani do szkoły. W tej chwili mam myśli samobójcze.. nie wiem co ze sobą zrobić. Wrócę najlepiej do domu.. ale co powie ojciec jeśli się dowie, że uciekłam ze szkoły? i że byłam śmierciożerczynią?! zabije mnie! o nie.. nie mogę nigdzie wrócić.. nie mam dachu nad głową.. a w szkole.. w szkole nikt mi nie wybaczy tego co zrobiłam!
Nagle usłyszałam czyjeś kroki. Odwróciłam się. To była Lavender.
- Co tu robisz?! czemu za mną idziesz?! - wściekłam się. 
-  Oj uspokój się. Ja też już nie chcę tam być. Nie możemy iść razem?! 
- Nie! nigdy ci nie wybaczę, tego co zrobiłaś. - moje oczy zaszkliły się ponownie, na myśl o Georgu.
- Ej.. przestań. Tylko mi tu znów nie płacz. On i tak przecież cie nie lubił.. to znaczy, pewnie cię lubił ale nie odwzajemniał twoich uczuć. 
- Taa.. dzięki za przypomnienie.
- Oh, wybacz, ale co miałam powiedzieć? Prawda boli.
- Dobra, bądź już cicho! możesz ze mną iść ale tylko dlatego, że mi sie przydasz, bo znasz zapewne więcej czarów ode mnie, bo ja w przeciwieństwie do ciebie nie uważam na lekcjach..
- Dobrze, niech będzie i tak. Chodźmy. To wracamy do szkoły tak? - Zapytała.
- Oszalałaś?! dostanę karę na całe życie!
- To chyba lepsze niż błąkanie sie nie wiadomo gdzie?
- Chyba... chyba masz rację. Dobra, to lećmy na miotłach będzie szybciej.
Zrzuciłyśmy czarne szaty śmierciożerców, wsiadłyśmy na miotły i wzbiłyśmy się w powietrze. Leciałyśmy całą drogę w milczeniu. Po kilku godzinach byłyśmy już w Hogwarcie. Oczywiście skrzyczeli mnie wszyscy nauczyciele, dostałam kolejny nowy mundurek. Powiedzieli, że dostanę łagodniejszą karę gdy będę nosiła mundurek. No cóż.. zgodziłam się. Od teraz będę wyglądać obciachowo.. jak wszyscy. Eh, ale cóż ja mogłam poradzić?! Za kilka dni bal, a ja nadal nie mam partnera - tym najbardziej sie przejmowałam. A wracając do kary to musiałam poprawić wszystkie oceny, nosić mundurek oraz pomagać w bibliotece i czyścić umywalki w tej łazience gdzie jest ten okropny duch jęczącej Marty.. ale na szczęście Lavender też nie była bez winy. Musiała razem ze mną czyścić umywalki oraz karmić codziennie magiczne zwierzęta. No więc poszłam do swojego pokoju i założyłam ten wstrętny mundurek.. i zdziwiłam się. Nie był taki zły jak myślałam! pasował do mnie świetnie. Zeszłam do pokoju wspólnego. Siedział tam Jeremy. Był taki przystojny! ciekawe czy ma partnerkę na bal. Usiadłam na fotelu obok niego. On uśmiechnął się do mnie.
- Cześć Bonnie.
- Ah, no cześć Jeremy! - uśmiechnęłam się do niego najładniej jak tylko umiałam.
- A wiesz.. zastanawiałem się.. gdzie w ogóle byłaś?
- Ja.. no wiesz.. em.. błąkałam się tu i tam.. ale zrozumiałam, że muszę zostać w szkole.
- Ehem.. rozumiem. Bonnie, chciałem cię o coś zapytać.
- Jasne, pytaj. Słucham.
- Czy masz partnera na bal?
Oczy mi się zaświeciły.
- N-nie.. nie mam. 
- To świetnie sie składa bo.. ja nie mam partnerki. To wybrałabyś się ze mną na ten bal? - Zapytał z nadzieją w głosie.
- Jeszcze sie pytasz! pewnie. - cała rozpromieniałam. 
Miałam ochotę krzyczeć ze szczęścia.
- Ja już muszę iść. Więc widzimy sie na balu, Bonnie. - Uśmiechnął się do mnie na pożegnanie.
TAAAAAAAAAAK! darłam się w duchu. Nie mogłam przestać sie cieszyć a do mojego pokoju doszłam "cała w skowronkach". Była 23:20. Lavender już spała. Ja też położyłam się już spać. Ten dzień.. był dziwny.. ale jego zakończenie było wspaniałe. Tak sie cieszę że mam partnera na bal! i to jeszcze nie byle kogo! Ah.. tak strasznie się cieszę. Po chwili zasnęłam..

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz