środa, 16 maja 2012

Lavender.

     -Bonnie, nie drzyj się się tak! - weszłam do dormitorium, a Bonnie leżała na ziemi i krzyczała, że wszyscy się do nas zbiegli. Zaczęłam nią trząść, aż się obudziła. Najpierw miała wystraszoną minę, jakby Voldemorta zobaczyła, a w następnej chwili już się śmiała. Jej zachowanie mnie zaniepokoiło, może jest chora? Pomyślałam.
- Hej, co ci się stało?!
- Ach... co? Nie... n-nic... nic się nie stało... wiesz.. ee.. złapał mnie ból i po prostu ... no... - powiedziała. Ach, czy ona mnie nie zna? Przecież widzę, że kłamie.
- Mhm, to może chodźmy do skrzydła szpitalnego, co? - powiedziałam specjalnie.
- Nie, ja się dobrze czuję. - jęknęła szybko.
- Dobra mów.
     Opowiedziała mi o swoim śnie, jak to spotkała Bellatriks i jej siostrę, a potem Voldemort chciał ją zabić i się obudziła. Poszłyśmy do Wielkiej Sali na śniadanie. Wszyscy uczniowie znów byli zatopieni w "Prorokach Codziennych". I tak Ministerstwo przejęło tę gazetę, więc nie czytam tego. To są kłamcy i tyle.
      Nakładałam sobie tosty z serem na talerz, gdy przyleciała moja sowa z wiadomością. Zapewne była od Luny. Ucieszyłam się.
Droga panno Beery.
Z przykrością muszę zawiadomić panią, że została pani pozbawiona swej
odznaki Prefekta i od tej pory jest pani zwykłą uczennicą Hogwartu. 
Decyzja moja spowodowana pani nieodpowiedzialnością.
Z poważaniem
Wielki Inkwizytor,
Dolores Umbridge.
     
       Myślałam, że to jakiś sen. Byłam w szoku. A co powiedzą moi rodzice?! Zawsze byłam najlepsza, a teraz takie coś! A to wszystko przez Bonnie. Postanowiłam, że dziś do nikogo się nie odezwę. Jednak moja decyzja szybko się zmieniła.
- Cześć, Harry!
- Cześć! Co słychać? Wiesz mam takie pytanie... Czy ty też uważasz, że lekcje Umbridge są bez sensu?
      W sumie nigdy się nad tym nie zastanawiałam, ale teraz po tym liście  nawet nie miałam o czym myśleć.
- No jasne, nienawidzę jej! To stara ropucha! Czemu pytasz?
- Bo wiesz... właśnie założyliśmy coś w rodzaju klubu, ja, Ron i Hermiona, to był jej pomysł i muszę przyznać, że jest świetny. Jeśli chcesz to przyjdź w ten weekend do Gospody pod Świńskim Łbem, na pierwsze zebranie, im nas będzie więcej, tym lepiej! Będziemy uczyć się PRAWDZIWEJ obrony przed czarną magią - uśmiechnął się - No, ale teraz muszę iść, bardzo się śpieszę. Cześć!
- Cześć, i oczywiście przyjdę na te zebranie!... - Nie wiem czy to usłyszał, już biegł w stronę błoni.
       Robiłam się coraz gorsza, podczas Obrony przed czarną magią dostałam szlaban u Umbridge za "znieważenie Ministerstwa". Ech... Nienawidzę jej! Był czwartek, 17:00 po południu. Zapukałam do jej drzwi i usłyszałam słodziutkie "proszę!"
Myślałam, że zwymiotuję, jak zobaczyłam jej gabinet. Wszystko, dosłownie wszystko było różowe! Na ścianach wisiały talerze z portretami kotów, każdy był inny i spoglądał na mnie jak na wroga. Prawie jej nie zauważyłam, była ubrana w swoją różową sukienkę, że zmieszała się z tłem. Na jej biurku leżały pióra w metalowej oprawce, różowa filiżanka z herbatą, oczywiście różową. Obok biurka był mały stolik, chyba przygotowany dla mnie. Leżał na nim kawałek pergaminu i pióro, jakieś nowoczesne, nie potrzebny był do niego atrament. To był mój pierwszy taki szlaban, więc nie za bardzo wiedziałam jak się zachować.
- Dzień dobry... - powiedziałam cicho. Starałam się, aby mój głos nie wydał się przyjazny.
- Witaj panno Beery! - uśmiechnęła się do mnie sztucznie. - Siadaj.
- Przepraszam, mam pytanie.
- Mmm? Pytaj. - znów się uśmiechnęła. Myślałam, że mnie szlag trafi! - Właściwie dwa. Czy mogę wiedzieć jak długo potrwa mój szlaban? Dziś Ravenclaw gra o Puchar Quidditcha!
- Ooj, nie, nie, nie - wyszczerzyła zęby jeszcze bardziej - Właśnie na tym polega kara!
- Aha... - powiedziałam. Byłam naprawdę zdenerwowana! - Ach.. i czy mogę wiedzieć, czemu odebrano mi odznakę Prefekta? O ile się nie mylę, to tylko dyrektor ma takie prawo! - powiedziałam odważnie.
- Nie. - powiedziała krótko. - To jest szlaban, więc nie będziemy urządzać pogawędek. - Masz tu pergamin, musisz napisać "Będę szanować Ministerstwo" tak dużo razy, aż porządnie się wchłonie.
     Wiedziałam, co to oznacza. Już wiele osób w szkole opowiadało o tym. Podobno po jakimś czasie zdanie, które miałam pisać, powinno być wyryte na dłoni oraz powinno bardzo boleć. Ku mojemu zdziwieniu tak nie było. Z ulgą odbyłam mój szlaban, co chwilę starając się zerkać przez okno na stadion Quidditch'a, lecz to na nic.
      Wyszłam z jej gabinetu około 23:00, więc od razu popędziłam do swej wieży. W pokoju wspólnym siedziała Bonnie, lecz obiecałam sobie, że nie będę się do niej odzywać, za moje zachowanie. Przeszłam obok niej, jakby nie istniała.
- Lavender! - krzyknęła nieco przerażona. - Spójrz.
       Podeszłam i zerknęłam na "Proroka Wieczornego". Na okładce widniało zdjęcie kobiety. Podpisane było "Narcyza Malfoy - jedna ze śmierciożerców.".
- No... i co? - spytałam znudzona. Jakoś mnie nie ruszyło to, że na okładce było zdjęcie śmierciożercy.
- Przecież to jest matka mojego kolegi! Dracona Malfoy'a! Oni mogą mieć na nas oko!...
      Zamarłam. Nie chciałam do tego wracać. W sumie to zapomniałam już o tym i czułam się sto razy lepiej. Położyłam się do łóżka z myślą, że niedługo mogą mnie dorwać. I co wtedy ...

4 komentarze:

  1. ty to masz pomysły :)
    świetne opowiadanie ;D

    OdpowiedzUsuń
  2. Przykro mi, ale tu jest masak błędów. Styl, interpunkcja... Przykro mi, mówię ci to, żebyś pracowała. *.*

    To MOŻE mieć jakąś przyszłość, ale musiałabyś wziąć się ostro do roboty.

    OdpowiedzUsuń