czwartek, 17 maja 2012

Lavender

Hej wszystkim, chcę powiedzieć tylko, że
wpisy będą rzadziej dodawane. 
Po prostu nie mam teraz za dużo czasu,
poza tym Bonnie odeszła. 
No to tyle, mam nadzieję, że i tak
będziecie tu zaglądać ^^
Pa ; )
Lavender.

środa, 16 maja 2012

Lavender.

     -Bonnie, nie drzyj się się tak! - weszłam do dormitorium, a Bonnie leżała na ziemi i krzyczała, że wszyscy się do nas zbiegli. Zaczęłam nią trząść, aż się obudziła. Najpierw miała wystraszoną minę, jakby Voldemorta zobaczyła, a w następnej chwili już się śmiała. Jej zachowanie mnie zaniepokoiło, może jest chora? Pomyślałam.
- Hej, co ci się stało?!
- Ach... co? Nie... n-nic... nic się nie stało... wiesz.. ee.. złapał mnie ból i po prostu ... no... - powiedziała. Ach, czy ona mnie nie zna? Przecież widzę, że kłamie.
- Mhm, to może chodźmy do skrzydła szpitalnego, co? - powiedziałam specjalnie.
- Nie, ja się dobrze czuję. - jęknęła szybko.
- Dobra mów.
     Opowiedziała mi o swoim śnie, jak to spotkała Bellatriks i jej siostrę, a potem Voldemort chciał ją zabić i się obudziła. Poszłyśmy do Wielkiej Sali na śniadanie. Wszyscy uczniowie znów byli zatopieni w "Prorokach Codziennych". I tak Ministerstwo przejęło tę gazetę, więc nie czytam tego. To są kłamcy i tyle.
      Nakładałam sobie tosty z serem na talerz, gdy przyleciała moja sowa z wiadomością. Zapewne była od Luny. Ucieszyłam się.
Droga panno Beery.
Z przykrością muszę zawiadomić panią, że została pani pozbawiona swej
odznaki Prefekta i od tej pory jest pani zwykłą uczennicą Hogwartu. 
Decyzja moja spowodowana pani nieodpowiedzialnością.
Z poważaniem
Wielki Inkwizytor,
Dolores Umbridge.
     
       Myślałam, że to jakiś sen. Byłam w szoku. A co powiedzą moi rodzice?! Zawsze byłam najlepsza, a teraz takie coś! A to wszystko przez Bonnie. Postanowiłam, że dziś do nikogo się nie odezwę. Jednak moja decyzja szybko się zmieniła.
- Cześć, Harry!
- Cześć! Co słychać? Wiesz mam takie pytanie... Czy ty też uważasz, że lekcje Umbridge są bez sensu?
      W sumie nigdy się nad tym nie zastanawiałam, ale teraz po tym liście  nawet nie miałam o czym myśleć.
- No jasne, nienawidzę jej! To stara ropucha! Czemu pytasz?
- Bo wiesz... właśnie założyliśmy coś w rodzaju klubu, ja, Ron i Hermiona, to był jej pomysł i muszę przyznać, że jest świetny. Jeśli chcesz to przyjdź w ten weekend do Gospody pod Świńskim Łbem, na pierwsze zebranie, im nas będzie więcej, tym lepiej! Będziemy uczyć się PRAWDZIWEJ obrony przed czarną magią - uśmiechnął się - No, ale teraz muszę iść, bardzo się śpieszę. Cześć!
- Cześć, i oczywiście przyjdę na te zebranie!... - Nie wiem czy to usłyszał, już biegł w stronę błoni.
       Robiłam się coraz gorsza, podczas Obrony przed czarną magią dostałam szlaban u Umbridge za "znieważenie Ministerstwa". Ech... Nienawidzę jej! Był czwartek, 17:00 po południu. Zapukałam do jej drzwi i usłyszałam słodziutkie "proszę!"
Myślałam, że zwymiotuję, jak zobaczyłam jej gabinet. Wszystko, dosłownie wszystko było różowe! Na ścianach wisiały talerze z portretami kotów, każdy był inny i spoglądał na mnie jak na wroga. Prawie jej nie zauważyłam, była ubrana w swoją różową sukienkę, że zmieszała się z tłem. Na jej biurku leżały pióra w metalowej oprawce, różowa filiżanka z herbatą, oczywiście różową. Obok biurka był mały stolik, chyba przygotowany dla mnie. Leżał na nim kawałek pergaminu i pióro, jakieś nowoczesne, nie potrzebny był do niego atrament. To był mój pierwszy taki szlaban, więc nie za bardzo wiedziałam jak się zachować.
- Dzień dobry... - powiedziałam cicho. Starałam się, aby mój głos nie wydał się przyjazny.
- Witaj panno Beery! - uśmiechnęła się do mnie sztucznie. - Siadaj.
- Przepraszam, mam pytanie.
- Mmm? Pytaj. - znów się uśmiechnęła. Myślałam, że mnie szlag trafi! - Właściwie dwa. Czy mogę wiedzieć jak długo potrwa mój szlaban? Dziś Ravenclaw gra o Puchar Quidditcha!
- Ooj, nie, nie, nie - wyszczerzyła zęby jeszcze bardziej - Właśnie na tym polega kara!
- Aha... - powiedziałam. Byłam naprawdę zdenerwowana! - Ach.. i czy mogę wiedzieć, czemu odebrano mi odznakę Prefekta? O ile się nie mylę, to tylko dyrektor ma takie prawo! - powiedziałam odważnie.
- Nie. - powiedziała krótko. - To jest szlaban, więc nie będziemy urządzać pogawędek. - Masz tu pergamin, musisz napisać "Będę szanować Ministerstwo" tak dużo razy, aż porządnie się wchłonie.
     Wiedziałam, co to oznacza. Już wiele osób w szkole opowiadało o tym. Podobno po jakimś czasie zdanie, które miałam pisać, powinno być wyryte na dłoni oraz powinno bardzo boleć. Ku mojemu zdziwieniu tak nie było. Z ulgą odbyłam mój szlaban, co chwilę starając się zerkać przez okno na stadion Quidditch'a, lecz to na nic.
      Wyszłam z jej gabinetu około 23:00, więc od razu popędziłam do swej wieży. W pokoju wspólnym siedziała Bonnie, lecz obiecałam sobie, że nie będę się do niej odzywać, za moje zachowanie. Przeszłam obok niej, jakby nie istniała.
- Lavender! - krzyknęła nieco przerażona. - Spójrz.
       Podeszłam i zerknęłam na "Proroka Wieczornego". Na okładce widniało zdjęcie kobiety. Podpisane było "Narcyza Malfoy - jedna ze śmierciożerców.".
- No... i co? - spytałam znudzona. Jakoś mnie nie ruszyło to, że na okładce było zdjęcie śmierciożercy.
- Przecież to jest matka mojego kolegi! Dracona Malfoy'a! Oni mogą mieć na nas oko!...
      Zamarłam. Nie chciałam do tego wracać. W sumie to zapomniałam już o tym i czułam się sto razy lepiej. Położyłam się do łóżka z myślą, że niedługo mogą mnie dorwać. I co wtedy ...

wtorek, 15 maja 2012

Bonnie.

A no więc Lavender ma nowy obiekt westchnień. Harry Potter? ale sobie wybrała.. myśli, że taki chłopak jak on w ogóle zwróci na nią uwagę? chyba się pomyliła. Weszłam do swojego pokoju. Przebrałam się w moją ukochaną sukienkę bo miałam już dosyć ciągłego noszenia tych szat. Postanowiłam, że pójdę do Hogsmeade. Spacerowałam sobie, poszłam do lasu. Nagle zauważyłam dwie kobiety. Były ubrane w takie same szaty jakie noszą śmierciożercy. Po twarzy zauważyłam, że to była Bellatrix Lestrange! spojrzałam na drugą kobietę. Okazało się że to Narcyza Malfoy. Schowałam się za drzewem i próbowałam podsłuchać co mówiły.
- Siostro.. - odezwała się Narcyza do Bellatrix.
To były siostry? nawet nie miałam o tym pojęcia, nigdy bym się nie domyśliła. Reszty rozmowy niestety nie byłam w stanie usłyszeć, ponieważ szeptały. Wpatrywałam się w dwie śmierciożerczynie. Nagle Bellatrix dostrzegła mnie! o nie! Zaczęłam uciekać, lecz ona trafiła mnie zaklęciem "cruciatus". No to po mnie. Tak strasznie mnie bolało! wrzeszczałam z bólu. Po chwili przestała. Poczułam ogromną ulgę, ale zastanawiałam się czemu przestała? Narcyza i Bellatrix odwróciły się na chwilę, a ja szybko uciekłam. Wróciłam do Hogwartu. Nie powiedziałam nikomu co się stało.. Poszłam do swojego pokoju. Dziś była sobota, więc każdy mógł chodzić i robić co chce lecz nie dosłownie. Lavender nie było w pokoju. Ja rozmyślałam dlaczego Bellatrix przestała mnie torturować.. ale to w sumie bardzo bardzo bardzo dobrze! bo ten ból.. jest nie do opisania. Położyłam się na swoim łóżku. Wszystko mnie nadal bolało, musiałam odpocząć. Zasnęłam. Spałam jakąś godzinę. To wszystko wydawało mi się jakby to był sen.. ale nadal czułam ból, więc to jednak nie był sen. Zeszłam na dół, spotkałam Jeremy'ego.
- O, cześć! dawno nie rozmawialiśmy. - uśmiechnęłam się do niego.
- Bonnie! taak, racja. Wybacz, wiesz, że gram w Quidditch'a i jakoś nie mam czasu : ciągłe treningi, mecze itd.
- Tak, tak rozumiem.. A teraz gdzie idziesz?
- No właśnie.. na trening.
- Eh.. to szkoda. - zasmuciłam się.
- Ej, nie martw się. Możemy spotkać się po moim treningu. Odpowiada ci 16:35?
- Jasne. To do zobaczenia. - uśmiechnęłam się do niego na pożegnanie.
Odszedł. Tak długo z nim nie rozmawiałam! a on woli trening ode mnie..No trudno, spróbuję się z tym pogodzić. Wróciłam do pokoju. Strasznie się nudziłam.. Próbowałam nawet przeczytać książkę. Ale nie mogłam! to takie nudne. Rozmyślałam nad tym co mam robić. Jeremy ma trening, Lavender nie ma.. szkoda, że Rita nie jest już uczennicą Hogwartu.. ona zawsze by znalazła dla mnie czas. Postanowiłam, że znów się gdzieś przejdę. Wyszłam z pokoju i szłam zamyślona. Nagle wpadłam na jakiegoś chłopaka.
- Ej uważaj jak idziesz!! - wrzasnęłam na niego tak głośno jak tylko umiałam.
Popatrzyłam na niego. Pomyślałam sobie "Ale przystojniak!".
- To znaczy.. sorki.. - wybełkotałam coś.
- Ta, jasne spoko.. nic ci nie jest? - spytał z obojętnością w głosie. Spojrzał na mnie i widać było, że zrobiło mu się głupio. Może nie potrzebnie tak na niego nawrzeszczałam?
- Nic..
- To dobrze.. Jestem Draco..
- Ja Bonnie. Wybacz, ale muszę już iść.
Bez namysłu znów poszłam do Hogsmeade. Nie wiem po co tam wróciłam.. chyba z nudów. Trochę się bałam, ale jestem przekonana, że Bellatriks Lestrange już nie ma, tak samo jak jej siostry Narcyzy Malfoy. Miałam wielką ochotę znów iść do lasu. Miałam lekkiego cykora, ale tam jest tyle ciekawych osób! I oczywiście rozmów. Uwielbiam podsłuchiwać, raz podsłuchałam rozmowę Aury i Angeliny, mówiły jak to się im podoba Fred Weasley.. a przecież w szkole udają, że go tak nienawidzą? czyli to tak zwane "końskie zaloty".. Myślałam sobie nad różnymi rzeczami.. na przykład : co robi teraz Lavender, gdzie jest Padma, jak Jeremy'emu poszedł trening, o co pytała Rita Potter'a podczas wywiadu, czemu Percy ze mną nie gada, dlaczego moja przyrodnia siostra zadaję się z Szarą Damą i dlaczego Luna Lovegood jest taka dziwna? tyle tu pytań i chyba na żadne pytanie nie znam odpowiedzi. Weszłam do lasu. Nie widziałam nikogo, ani nie słyszałam żadnych rozmów. Całe szczęście! odetchnęłam z ulgą. Mam nadzieję, że nie spotkam tu żadnego śmierciożercy. Szłam, szłam i szłam. Patrzyłam raz na niebo a raz na drzewa. Myślałam, że już się tu nic ciekawego nie wydarzy, ale.. byłam w błędzie. Nagle poczułam, jak ktoś przystawia mi różdżkę do pleców. Zrobiło mi się gorąco. Odwróciłam się i.. na moje nieszczęście to była Bellatrix Lestrange a za nią Narcyza oraz kilka śmierciożerców. Wśród nich dostrzegłam.. Georga.
- George..- powiedziałam po cichu.
On tylko spojrzał na mnie, znienawidzonym wzrokiem.
- O, to wy się znacie? - Powiedziała ucieszona Bellatrix.
Nie wiem z czego się cieszyła. Według mnie ona jest jakaś chora psychicznie, powinna się leczyć.
Ale bałam się w tej chwili, że znów oberwę zaklęciem "Cruciatus", albo panna Lestrange znów użyje na mnie jakiegoś zaklęcia niewybaczalnego. I się nie myliłam. Odsunęła się o jeden krok ode mnie, wycelowała we mnie różdżką, ja zamknęłam oczy.
- Cruc..- już chciała wypowiedzieć zaklęcie, ale tego nie zrobiła.
Dlaczego?! co się stało?!
Otworzyłam szybko oczy. Zobaczyłam, że.. Voldemort zabrał różdżkę Bellatrix. Ogromnie się przestraszyłam! Czarny Pan stał przede mną. Ale.. dlaczego zabrał jej różdżkę?
- Przestań Bellatrix. Oszczędź dziewczynie cierpień. W końcu należała kiedyś do nas.
Lestrange nic nie powiedziała. Nie wiedziała, że kiedyś należałam do niego. Byłam tam bardzo krótko i nie miałam okazji poznać ani Bellatrix ani Narcyzy.
- Zabijmy ją od razu, po co ma cierpieć. - Odezwał się Voldemort, mówiąc do śmierciożerców.
Oni okrążyli mnie. Nie miałam ucieczki! Każdy wyciągną różdżkę w moją stronę.. nawet George! Patrzyłam mu prosto w oczy, a on jakby się śmiał, że zaraz mam umrzeć! to był jakiś koszmar! Co teraz będzie?! zginę?! Nie! nie chce tak ginąć! nie z ręki Voldemorta!
Zamknęłam szybko oczy. Byłam przygotowana na śmierć. W myślach przepraszałam wszystkich za zło które uczyniłam.
Voldemort wyciągnął różdżkę w moją stronę.
- Avada Keda...
 

poniedziałek, 14 maja 2012

Lavender.

Tak naprawdę miałam to gdzieś, że Peter mnie olał. Chciałam być po prostu miła, ale cóż mogę poradzić, że jestem dobrze wychowana? Specjalnie wkurzyłam się na Bonnie! O nie, już nie jestem milutką, grzeczniutką Lavender, mam tego dosyć, że każdy mnie tak postrzega.
         Luny w szkole teraz nie ma, jej tata, który pracuje w ministerstwie został zaatakowany w czasie pracy, nic jeszcze nie wiem, muszę wysłać list.
         Poszłam więc do sowiarni przez skrót.
- Gotowane Żuki.
         Przywołałam swoją sowę, i włożyłam list do jej dzioba.
Kochana Luno!
Zmartwiłam się tym, że tak nagle opuściłaś Hogwart! 
Mam nadzieję, że niedługo wrócisz, nie ma cię zaledwie dwa dni a tu tyle się działo! 
Niestety nie poszłam na nasz wymarzony bal, podobnie jak ty.
Zostałam trafiona zaklęciem przez przypadek i noc spędziłam w skrzydle szpitalnym.
Z opowieści, słyszałam, że nic się nie działo ciekawego, mam nadzieję, że na następny bal pójdziemy już razem, oczywiście z partnerami!
Nie chcę się rozpisywać, zapewne nie masz teraz głowy do pisania listów, ale jeśli będziesz miała czas, proszę, odpowiedz co dzieje się z twoim tatą!
Pozdrów go de mnie i całą swą rodzinę, trzymaj się
Lavender.
        Patrząc przez okno sowiarni, spojrzałam na boisko quidditcha. Trening mieli teraz gryfoni. Co prawda to nie mój dom, ale chyba popatrzeć mogę. Pobiegłam przez błonia i zajęłam miejsce w najwyższym rzędzie ławek.
       Mecz był bardzo ciekawy, najczęściej śledziłam swym wzrokiem szukającego, Harry'ego Pottera. Może to śmieszne, ale on jest naprawdę świetny! Trening trwał około 2 godzin, tyle spędziłam patrząc na gryfonów. Gdy skończyli, ja również poszłam i zauważyłam że przejście przez szatnię, które było o wiele krótsze, było otwarte. Skorzystałam więc z okazji i pobiegłam tamtędy.
        W drodze spotkałam kotkę Filch'a, ale nie miałam się czym martwić, nie mam nic na sumieniu. Zajrzałam do szatni. Zostali tak już tylko Fred i George Weasley'owie, którzy szeptali coś, a gdy mnie ujrzeli, zamknęli pośpiesznie drzwi. Chyba coś kombinują... Pobiegłam, aby nikt mnie nie zobaczył i na zakręcie wpadłam na Harry'ego.
- Och, przepraszam... - wybąkałam.- ja... no ten.. chyba z-zablądziłam... wiesz... - powiedziałam nieśmiało. On był z drużyny, nie mogłam przechadzać się obok szatni drużyn.
- O, cześć.. ee.. Lavender? Daj spokój nic się nie stało, połowa kibiców przechodzi tędy potajemnie, tu jest dwa razy krócej! - uśmiechnął się.
- A ty nie idziesz do zamku?
- Ach, tak, ale zapomniałem swojej miotły, zaczekaj na mnie, wrócimy razem, akurat za dziesięć minut jest kolacja!
- Dobrze... 
         Byłam cała czerwona. Idę właśnie ze sławnym Harry'm Potterem! Nie chodzi mi o to, że jest znany, ale teraz dużo osób go lubi, wierzy, że Voldemort wrócił.
Przez całą drogę rozmawialiśmy głównie o quidditch'u, o Tajfunach, oraz innych znanym drużynach. Niestety      nagle Harry'ego spotkała Hermiona, jego przyjaciółka, więc pożegnaliśmy się przed Dębowymi Drzwiami. W Sali było bardzo mało uczniów, wszyscy mieli w rękach "Proroka Wieczornego" i mieli zaniepokojone miny. 
- Hej, Bonnie, co tam? 
- Wiesz, coraz więcej piszą o tych śmierciożercach, każdy się boi, ja też, w końcu...
- Cii... - uciszyłam ją. Obok naszego stołu szła grupa wrednych ślizgonek na czele z Victorią, mogły nas podsłuchać i " rozpuścić plotkę" , że należałyśmy do Czarnego Pana.
- Okej, okej.. Gdzie ty tak właściwie byłaś? I z kim wracałaś? Widziałam cię, ale byłam tak głodna, że nawet nie czekałam.
- A.. to Harry. Harry P-Potter...
- Uauu, teraz to z nim flirtujesz? - zaczęła się śmiać.
- Oj przestań! 

Bonnie.

Dziś lekcje zaczynały się o 10:00 dlatego, że wczoraj był bal i musieliśmy się w końcu wyspać. Wstałam o 9:00. Nie mogłam jakoś zasnąć.. ciągle myślałam o tym pocałunku z Jerremy'm i o tej Angelinie.. jak ona mogła?! tak po prostu zwiać! co z niej za tchórz.. wredna szlama. Ubrałam się i umyłam. Lavender jeszcze spała. Zeszłam do pokoju wspólnego. Siedziała tam Rita Skeeter, jedna z moich bliskich przyjaciółek. Dawno się z nią nie widziałam!
- Rita! cześć! - uśmiechnęłam się do znajomej. Co prawda była dużo starsza ode mnie, ale ona jedyna mnie rozumiała.
- Bonnie? ah Bonnie dawno cię nie widziałam! wypiękniałaś! - uśmiechnęła się do mnie.
- Dziękuję Rito! ja ciebie również dawno nie widziałam, niestety..
- A co tam u Vivien? jak miewa się ta twoja mama? kiedy ją ostatnio widziałam, dobrze się miała.
- Wiesz.. nie widuję się z nią. Czasem wysyła do mnie listy..ale tylko tyle.
- Oh, tak mi przykro.
- A tak w ogóle .. to co cię tu sprowadza Rita? - popatrzyłam na nią.
- To chyba oczywiste, że kolejny wywiad! z jakimś ee.. jak mu tam było? chyba miał na imie Harry.. albo Larry.
- Harry Potter?
- Tak tak! to on. Kiedy wreszcie ten Potter przyjdzie tu do pokoju wspólnego?!
- Rita.. ale wiesz, że on nie należy do Ravenclawu tylko do Gryffindoru?
- Na brodę Merlina! wszystko pokręciłam!
- Spokojnie, nic się nie stało. A teraz idź do wierzy wschodniej na siódme piętro. Tam powinnaś znaleźć Harrego Pottera.
- Dziękuję Bonnie! - wzięła swoją torebkę z fotela.
- Nie ma za co, wiesz, że zawsze możesz na mnie liczyć. Do zobaczenia!
- A więc do zobaczenia Bonnie. - wzięła reszte swoich rzeczy i odeszła.
Wielka szkoda, że już poszła! tak strasznie ją lubię! Zawsze gdy są wakacje i wracamy do swoich domów, Rita odwiedza mnie, pijemy herbatę i obgadujemy każdego kogo popadnie. Wpatrujemy się w okno, patrzymy na przechodniów i krytykujemy wszystkich którzy brzydko się ubrali. Szkoda, że nie jest nauczycielką w Hogwarcie.. albo lepiej! szkoda, że nie jest dyrektorką! szkoła była by lepsza. Z nią nigdy się nie nudzę. Spojrzałam na zegarek. Była już 9:35. Poszłam do swojego pokoju. Lavender już wstała. Była już ubrana i gotowa do lekcji.
- O cześć Lavender. - powiedziałam do niej obojętnym tonem, pakując swoje książki do torby.
- Cześć. Ty już wstałaś? - zdziwiła się.
- Taa, nie mogłam jakoś spać. - zarzuciłam torbę na ramię.
- Za chwilę zaczną się lekcję.. lepiej już chodźmy. - wzięła swoją torbę.
- Jest już 9:40. Mamy jeszcze pare minut. - położyłam się na łóżko.
- Jak chcesz.. ja już pójdę. - chciała już wyjść z pokoju.
- Czekaj! muszę ci coś powiedzieć. - Szybko wstałam z łóżka i zatrzymałam ją.
- Co jest?
Miałam strasznie nie wyparzony język! Wiedziałam, że zaraz nie wytrzymam i powiem jej, że to ja dałam Peter'owi eliksir miłości.
- TO JA!! przyznaję się, to ja!! - krzyknęłam.
- Ale co?! o co ci chodzi?
- No to ja.. to ja dałam Peter'owi eliksir miłości!!
- Co?! jak to?!?! to dlatego, nie chciał się ze mną umówić! - wybiegła z pokoju.
Wiedziałam, że tak będzie. Eh.. no cóż.Pozostało mi tylko pójście już na lekcję. A więc ruszyłam. Sprawdziłam w planie co teraz mamy. Okazało się że to zajęcia z "Czarnej Magii". Nie wiem o co chodziło.. czarna magia? czyli, że rzucamy zaklęcia koloru czarnego?! nie rozumiem tej szkoły.
Weszłam do sali. Nauczyciel skakał z radości że po raz pierwszy nie spóźniłam się na lekcje. Ja się tylko skrzywiłam. Usiadłam obok Padmy. Ławkę dalej siedziała Lavender. Odwróciłam się w jej stronę, lecz ona nawet na mnie nie spojrzała. Całą lekcję spędziłam na obgadywaniu z Padmą chłopaków ze Slytherin'u. Na koniec lekcji wszystkie domy zgromadziły się w Wielkiej Sali by zjeść posiłek. Usiadłam obok Padmy. Na przeciwko mnie siedziała Lavender. Zapewne była na mnie obrażona. Czytała "Proroka Codziennego" . Przeczytała coś i widać było, że jakby się czegoś przestraszyła. Popatrzyła na mnie. W osłupieniu rzuciła mi gazetę pod nos.
Na okładce było napisane :

" Voldemort powrócił! "


a pod spodem  : 


" Voldemort powrócił! Był widziany w Hogsmeade.Zabił kilku niewinnych ludzi. Podąża wraz ze swoją grupą zwaną "śmierciożercami". Udało nam się zdobyć imiona i nazwiska niektórych śmierciożerców :
- Bellatrix Lestrange,
- George Taylor,
- Narcyza Malfoy,
- Lucius Malfoy,
- Katerina Carrey.


Więcej na ten temat nie wiadomo. "


Zamarłam. A co będzie jeśli zaatakują Hogwart?! co jeśli Voldemort nas znajdzie?!?! 
A ten Prorok Codzienny.. czy oni sie nie boją? od tak sobie napisali że powrócił..

niedziela, 13 maja 2012

Lavender.

Leżałam w skrzydle szpitalnym całą noc. Rano wyszłam i pobiegłam prosto do swojej wieży. Cały bal mnie ominął! A wszystko przez tą przeklętą dziewuchę Angelinę! Muszę się zemścić, nie ma innego wyjścia! W pokoju wspólnym zastałam Bonnie leżącą na kanapie w sukni, z rozwaloną fryzurą i rozmazanym makijażu. Nie mogłam powstrzymać się od śmichu więc wybuchłam, aż się obudziła.
- Lavender! Nic ci nie jest?! - podeszła i przytuliła mnie. Byłam zaskoczona. Bonnie, do niedawna mój wróg, teraz o mnie się martwi?
- Nie nic, przecież to tylko drętwota, nic groźnego! - powiedziałam i uśmiechnęłam się.
- Ach, no tak... wiesz, zapomniałam - powiedziała to siląc się na mądrą, ale skłamała.
- Chodźmy na śniadanie, jestem strasznie głodna, a przy okazji opowiesz mi co było na balu!
Przez całą drogę opowiedziała mi jak to niektóre dziewczyny brzydko się ubrały, jak każdy chłopiec prosił ją do tańca i jak Jeremy ją pocałował.
- Więc... to twój chłopak? - wyszczerzyłam zęby.
- No tak, co w tym śmiesznego... Nigdy nie miałaś chłopaka, więc zazdrościsz.
Udałam, że nie słyszę tego co powiedziała, więc wzięłam Proroka Codziennego. Nie uwierzyłam w to, co było tam napisane!

MASOWA UCIECZKA Z AZKABANU
MINISTERSTWO OBAWIA SIĘ, ŻE BLACK 
JEST "SKRZYNKĄ KONTAKTOWĄ" 
DLA BYŁYCH ŚMIERCIOŻERCÓW


Wyczytałam, że uciekło dziesięciu śmierciożerców! W tym ta psychopatka Bellatriks Lestrange! Widziałam, że przy stole gryfonów artykuł ten czytał też Harry ze swoimi przyjaciółmi. Gdy zjadłam śniadanie, odeszłam od stołu i gdy przechodziłam obok gryfonów zatrzymałam się obok trójki przyjaciół.
- Nie martw się, jesteś tu bezpieczny. I nie wierzę, że to wina Black'a - uśmiechnęłam się i poklepałam Harry'ego po ramieniu.
- Eee... tak, dzięki. - powiedział nieśmiało.
            A co z Peterem? W końcu to fajny gość, pójdę do niego, pomyślałam sobie. Zastałam go na dziedzińcu.
- Ee... cześć Peter. Przepraszam za wczoraj, ale zostałam trafiona Drętwotą, położyłam się w skrzydle szpitalnym. Ale może jakoś ci to wynagrodzę? Spotkamy się w sobotę?
- Co? Upadłaś na głowę chyba... pff, nie umawiam się z młodszymi! - i odszedł. Ale ja się wtedy poczułam... Jeszcze na dodatek zauważyłam James'a obściskującego się z tą ropuchą Victorią! Chciałam być sama. Pobiegłam na Wieżę Astronomiczną. Uwielbiam tam siedzieć. Stąd jest takie przepiękny widok na Hogwart... I te góry! No, i rzeka! Mogłabym tu zostać na zawsze! Nie chcę rozstawać się z Hogwartem, to mój dom... Ale za daleko myślami odeszłam. W końcu jeszcze dwa lata nauki! A tak w ogóle, to przez Bonnie zawróciłam sobie w głowie tylko tymi chłopcami! Jedynie Harry wydaje się miły... i taki nieśmiały. 
        Była już późna noc, więc postanowiłam wrócić do wieży. Ten dzień był okropny! Ciekawe, czy jutro wydarzy się coś równie upokarzającego jak dziś...

Bonnie.

Wszyscy byli już na sali balowej. Niektórzy tańczyli inni siedzieli.. Ja stałam obok największego przystojniaka Jeremy'ego. Widziałam, że wszyscy patrzyli na nas z zazdrością. Jedna dziewczyna z Hufflepuff'u ciągle nas obserwowała.Poznałam, że to Angelina. Nigdy z nią nie rozmawiałam, więc nie wiem o co jej chodziło. Próbowałam nie zwracać na nią uwagi, ale ona nie spuszczała z nas wzroku. Działa mi na nerwy.Spojrzałam na nią, a ona na mnie i po chwili poszła w inną stronę.
- Jeremy? - zwróciłam się w jego stronę.
- Co jest, Bonnie? 
- A wiesz.. pójdę na chwilę się czegoś napić. Zaraz przyjdę. Ty też chcesz coś do picia?
- Jasne, nie ma sprawy. Nie, dzięki. Tylko wracaj szybko. - uśmiechnął się do mnie.
- Nie martw się, nie długo będę.
Tak naprawdę postanowiłam, że pójdę za Angeliną. Dogoniłam ją a ona wyciągnęła różdżkę w moją stronę. Wiedziała, że za nią pójdę! to była pułapka. 
- Stawaj do pojedynku! - krzyknęła w moją stronę.
- Co?! oszalałaś! o co ci chodzi?!
Po chwili chciała rzucić we mnie zaklęciem Immobilus, lecz ja szybko go uniknęłam. Najwyraźniej chciała mnie spowolnić bo z tego co pamiętam to zaklęcie unieruchamia ofiarę spowalniając ją. Wyjęłam różdżkę i rzuciłam zaklęcie Drętwota. Nie zauważyłam, że w połowę naszego "pojedynku" wcięła się Lavender i oberwała moim zaklęciem. 
- O nie! Lavender!! - krzyknęłam gdy zobaczyłam jak Lavender upada na ziemię. Wyjęłam szybko książkę z zaklęciami którą zawsze przy sobie miałam i przeczytałam, że drętwota powoduje oszołomienie, czasem utratę przytomności i oczywiście silną drętwotę. Ukucnęłam przy niej. Najwyraźniej zemdlała. Popatrzyłam na Angelinę ze złością a ona przestraszona uciekła. Zauważyłam , że w moją stronę biegnie Jeremy.
- Bonnie! co się stało?! Matt i Kristian powiedzieli mi, że pojedynkujesz się z Angeliną. I co się stało Lavender?! - popatrzył na moją przyrodnią siostrę ze strachem.
- Eh.. nie ważne! A Lavender chyba nic poważnego nie dolega. Musisz mi pomóc zanieść ją do skrzydła szpitalnego!
Bez słowa Jeremy pomógł mi zanieść Lavender. Położyliśmy moją siostrę na łóżku. Zawołałam panią Pomfrey. 
- Zajmę się nią. A wy.. idźcie się dalej bawić. Ale jeśli przyniesiecie mi jeszcze jedną ranną to poskarżę się dyrektorce!
- Dobrze, rozumiem pani Pomfrey. - spuściłam głowę w dół.
- Chodźmy Bonnie. - odparł Jeremy.
- Zaraz do ciebie dołączę. 
- Dobra. Czekam na sali. - wyszedł ze skrzydła szpitalnego i poszedł na salę balową.
Pani Pomfrey zapewne poszła po jakieś antidotum dla Lavender. Ale nigdy by się nic takiego nie wydarzyło.. eh.. to przeze mnie. To moja wina. Nie mogę teraz jej tak po prostu tu zostawić i iść na bal. Usiadłam przy niej. Ale przecież to nie była tylko moja wina! ta Angelina nie dojść że mnie zaatakowała, to jeszcze tak po prostu bez słowa uciekła! szczyt chamstwa.. ale ja tu zostanę.. zostanę tu przy Lavender dopóki się nie obudzi.. mam nadzieję że prędko wyjdzie z tego odrętwienia. Muszę za wszystko przeprosić Jeremy'ego. Siedziałam przy mojej przyrodniej siostrze i czekałam aż się obudzi. Znienacka przyszła pani Pomfrey.
- A ty panno McQueen! dlaczego jeszcze tu jesteś?! Powinnaś się teraz bawić!
- Tak, ale.. to moja wina. To moja wina, że Lavender się tu znalazła.
- Co się właściwie stało? - zapytała zaciekawiona pani Pomfrey.
- Ja.. eh.. ja nie chcę o tym rozmawiać. To była taka dziwna sytuacja..
- Dobrze, więc zmiataj mi już na salę balową! im mniej czarodziejów w skrzydle szpitalnym, tym lepiej. Wy zawsze mi sprawiacie jakieś problemy.
- Przepraszam.. to ja już chyba pójdę. Gdy ona się obudzi, proszę jej powiedzieć, że tu byłam.
- Dobrze, przekażę. A teraz już idź.
Wstałam i poszłam na salę balową. Jeremy tańczył samotnie. Było mi głupio, że musiał na mnie tyle czekać. Prawie wcale nie tańczyliśmy a to wszystko moja wina. Podeszłam do niego.
- Jeremy.. przepraszam. Przepraszam cię, że musiałeś na mnie tyle czekać. W ogóle nie mieliśmy czasu aby potańczyć.
- Spokojnie, nie przejmuj się - Uśmiechnął się.
Po chwili zaczęliśmy tańczyć. Muzyka była wolna, więc nasz taniec też był wolny. On objął mnie w pasie. Tańczyliśmy jeszcze tak przez pare minut i nagle.. on mnie pocałował.. TAK! zawsze o tym marzyłam! nareszcie! Strasznie się ucieszyłam, to było takie miłe uczucie. Oczywiście odwzajemniłam pocałunek. On uśmiechnął się do mnie, a ja do niego. Tańczyliśmy dalej. Rozmyślałam czy Lavender już wstała.. ciekawe jak się czuje?