piątek, 11 maja 2012

Lavender.

W końcu jestem usatysfakcjonowana! Bonnie ma szlaban, a James coraz bardziej mnie zauważa... Jestem taka szczęśliwa! No, i niedługo już bal, ale i tak pewnie mnie nikt nie zaprosi... Bonnie będzie miała kolejny powód do naśmiewania się ze mnie. No ale cóż, dzięki mojej mamusi  takie mam życie.
          Bonnie mnie strasznie irytuje! Ciągle nazywa mnie mugolką, a dobrze wie, że moja mama jest czystej krwi. Poza tym ja nie uznaję czystości. Dla mnie wszyscy ludzie są tacy sami, w sumie niczym się nie różnią. Aha i w mym zeszycie kolejna notka o wizycie Bonnie u dyrektora. Nie wiem, muszę pomyśleć nad kolejnym szlabanem, bo tak dłużej nie może być.
          Nie mam pojęcia gdzie jest Bonnie! Szukałam jej w całej wieży, byłam w Wielkiej Sali, zeszłam nawet do Hangaru na łodzie, byłam i w Wieży Astronomicznej, dosłownie wszędzie! Nawet już pomyślałam, że w bibliotece będzie, ale to była złudna nadzieja. Postanowiłam wrócić do naszej wieży na około, przez siódme piętro. Zawsze lubię podziwiać ten przepiękny gobelin z Barnabarzem Bzikiem. Uczniowie często naśmiewają się z tego czarodzieja i próbują zniszczyć gobelin, ale na szczęście im to nie wychodzi. Według mnie jest taki zabawny! No więc kiedy wychodziłam z siódmego piętra krętą klatką schodową, natknęłam sie na jakiegoś chłopaka. Na początku nie zauważyłam jego twarzy, zajęłam się moimi książkami, które wypadły mi z rąk.
            Wyprostowałam się i nie mogłam uwierzyć własnym oczom! Był to wysoki, przystojny blondyn, o niebieskich oczach i olśniewającym uśmiechu.
- Eee... cześć, James - wybąknęłam - C-co tam słychać ? - spytałam głupio, nie byłam w stanie wymyślić czegoś lepszego, byłam tak spięta.
- Witaj, u mnie wszystko w porządku, właśnie byłej u jednej dziewczyny, chciałem ją zaprosić na bal, ale ma już partnera... No trudno będę dalej szukał. A u ciebie, wszystko w porządku ?
- Tak, oczywiście. - Nie ma partnerki, pomyślałam, powiem mu, że ja również!- Nie masz z kim iść ? Och, tak mi przykro, ja chyba nie pójdę na ten bal... No wiesz nie mam z kim iść.
- Ooo , to może ... - ale przerwał. Profesor Bell szedł i zaczął mówić coś o wypracowaniu James'a. Głęboko w duchu wpadłam w furię! Akurat w takim momencie! Nie będę tu stać, pomyślałam.
- To może ja już pójdę ... - powiedziałam cicho - cześć, James!
- Cześć... - powiedział.
Tak! Chciał mnie zaprosić i słyszałam ten zawód w jego głosie, gdy mnie żegnał! Ach, chyba dziś nie zasnę, pomyślałam. Pobiegłam dalej, lecz musiałam się wrócić bo przejście następnym korytarzem było zamknięte. Ale warto było przebyć taką drogę, warto!
          Ale gdzie jest Bonnie? Znowu muszę się nią zajmować! Już mam tego dość. Tego ciągłego niańczenia jej. Postanowiłam podjąć się próby drugiego szukania jej, ale to na nic. Straciłam całe 3 godziny! Przez ten czas nauczyłabym się na zaklęcia, napisałabym wypracowanie dla Dickens'a na transmutację i opanowałabym Wywar Tojadowy, ale niee, bo trzeba pilnować Bonnie! Od dzisiaj to koniec. Jeśli nie wróci do wieży przed godziną 21:00 dam jej szlaban i tyle.
                                                                            *
         Dzisiaj, podczas śniadania przybiegła do mnie Luna.
- Cześć Lavender - powiedziała rozmarzonym głosem - mam pewien pomysł.
- Cześć , no ? Opowiadaj! - powiedziałam.
- Nie mogłam spać w nocy więc poszłam na spacer, gdy zauważyłam, że komórka z zapasami eliksirów była otwarta! Zajrzałam do środka i nikogo tam nie było. Postanowiłam wziąć sobie trochę, nikt chyba nie zauważy. Wiesz, że od dawna marzę o sporządzeniu Amortencji! Pomożesz mi ? - powiedziała beztrosko Luna, jak gdyby nigdy nic się nie stało i uśmiechnęła się.
- ŻE CO ZROBIŁAŚ, PRZEPRASZAM?! Jestem prefektem ! Jak mogłaś, powinnam cię surowo ukarać! Coś trzeba z tym zrobić, nie można tak tego ...
- Oj przestań już to tylko tylko kilka drobnych składników, nie rozumiem o co tyle hałasu! - zaperzyła się Luna.
- Kilka drobnych składników?! To przestępstwo! Co się stanie jak ...
- Jeśli nie chcesz mi pomóc, to powiedz. Dziękuję - powiedziała nieco obrażonym tonem i już się odwróciła.
- Oj dobrze, przepraszam... pomogę ci z nim. Ale będziemy go warzyć w toalecie Jęczącej Marty, bo jestem prefektem i nie mogę tak ryzykować.
- Dziękuję ci bardzo, wiesz, że chcę iść z kimś na bal! I mam już plan jak podać go Justinowi.
Opowiedziała mi, że wleje trochę eliksiru do piwa kremowego Justina, gdy w sobotę wybierzemy się do Hogsmeade.
          Bonnie nadal nigdzie nie było ...

2 komentarze: